"Dostałem szansę od losu"

Podczas zgrupowania o swoje miejsce w zespole coraz śmielej walczą młodzi zawodnicy. Wśród nich jest oczywiście Kacper Kostorz, który debiut w TSP ma już za sobą. Rozmowa z Kostą m.in. o debiutach, ale też szczęściu w nieszczęściu czyli samochodowym wypadku z dzieciństwa. Sprawdźcie co z tego wyszło.

 

To dla Ciebie kolejny obóz z pierwszym zespołem. Spodziewałeś się jeszcze rok temu, że tak szybko i to w dodatku na stałe zagościsz w „jedynce”?

Na pewno nie spodziewałem się, że tak szybko to nastąpi. Oczywiście, to było moim celem, debiut, gra w pierwszej drużynie, ale naprawdę potoczyło się to wówczas ekspresowo. Najpierw sztab rezerw i koordynator akademii zdecydowali o moich przenosinach z zespołu juniorów do „dwójki”, gdzie miałem się dalej rozwijać, grać. Fajnie się to potoczyło, bo faktycznie dostałem tam szansę i dostrzegł mnie sztab pierwszej drużyny.

Potoczyło się świetnie, bo koniec końców zadebiutowałeś w I Lidze mając niecodzienne wejście do druzyny. Szczególnie mecz numer dwa, choć pierwszy mimo porażki też musiał być dużym przeżyciem.

Oj, tak. Najpierw debiut przy prawie 20 tysiącach widzów w Zabrzu i nie ma co mówić – nogi na pewno się trochę trzęsły. Koledzy z czasów gry w juniorach Górnika mówili, że nie dowierzali własnym oczom. Dostałem niecałe 10 minut gry i wtedy nic innego nie miało dla mnie znaczenia niż to, żeby się „nie spalić”. To bardzo pomogło mi przed pierwszym meczem w Bielsku z MKS-em Kluczbork. Nie miałem już tak wielkiej tremy jak w meczu z Górnikiem, na boisku było już później ok.

Miało dla Ciebie jakieś znaczenie to, że „zamieszani” w twój debiut w Bielsku byli zawodnicy dla Podbeskidzia wyjątkowi – Marek Sokołowski i Darek Kołodziej? Obydwaj kończyli kariery, pierwszego zmieniłeś, drugi zmienił Ciebie w końcówce.

Na pewno w pewnym stopniu tak. To była taka symboliczna zmiana, pojawienie się młodzieży w miejsce tak ważnych zawodników. Zresztą wszyscy młodzi zawodnicy nieźle wtedy zagrali. Poza moją bramką gole dołożyli jeszcze Szymek Szymański i Guma (Robert Gumny – przyp. Red.)

To był naprawdę dobry impuls, no ale początek tego sezonu niestety nie udał się tak jakby można było tego oczekiwać.

Pierwszy mecz był na remis, a ja miałem tam fajną sytuację na gola. Niestety nie weszło. Trener po meczu powiedział mi, że nie ma żalu, że to moja pierwsza taka sytuacja. Było mi jednak bardzo przykro, bo chciałem pomóc drużynie. Wszedłem przy stanie 1:0 i trener chciał żebym dał jeszcze impuls. Niestety to rywale strzelili na 1:1… Mam nadzieję, że przy kolejnej okazji nie spudłuję.

Poruszyliśmy temat twojej gry z zespołem juniorów walczącym o CLJ i w rezerwach TSP. Szczebel po szczebelku, można powiedzieć, że niemal wzorcowo. Co jest twoim kolejnym celem?

Na pewno walka o Ekstraklasę. Marzeniem chyba każdego zawodnika jest gra jak najwyżej, z jak najlepszymi zawodnikami, przy jak największej liczbie widzów. Nie mam wygórowanych celów czy marzeń jak gra w Barcelonie. Na pewno byłoby miło (śmiech), ale chciałbym po prostu wycisnąć maksa, tyle ile się da.

Pierwszy krok to coraz większa ilość minut w I Lidze.

Przede wszystkim. Trwają zimowe przygotowania, więc właśnie o to walczę. Może nawet o pierwszy skład? Z „grubej rury”, ale czemu nie? Rywalizacja jest, ale tego nie można się bać.

A kadra młodzieżowa? Debiut masz za sobą, ale pewnie chciałbyś częściej pojawiać się na zgrupowaniach.

Nie potrafię opisać radości z występów w reprezentacji. Fajnie byłoby w niej grać, mierzyć się z zawodnikami z innych państw ze swojego rocznika. No chyba, że wyżej tak jak „Pawka” (Paweł Tomczyk – przyp.red.). Młodzieżowa kadra pokazuje na jakim poziomie jest się względem rówieśników.

A propo Pawła, życzę Ci byś tak jak on zagrał w kadrze wyższego rocznika. Najlepiej już wkrótce w Bielsku-Białej.

(śmiech). To by było naprawdę super, znaleźć się w meczowej kadrze reprezentacji na naszym stadionie.

Cała kariera dopiero przed tobą, ale powiedz które z dotychczasowych osiągnięć cieszy Cię najbardziej?

Bramka z Kluczborkiem -nie ma się co oszukiwać - to było dla mnie wielkie przeżycie. No i oczywiście powołanie do kadry. Kompletnie się tego nie spodziewałem, zaskoczenie gdy się dowiedziałem było ogromne. Zresztą to była dość śmieszna sytuacja, bo powiedział mi o tym kolega, który wyczytał to w internecie. Myślałem, że robi sobie ze mnie jaja, ale gdy okazało się, że to prawda, szok był wielki.

Na pewno to wielka satysfakcja nie tylko dla Ciebie, ale też twoich bliskich. Szczególnie, że niewiele brakowało, a mógłbyś nie zostać piłkarzem. W dzieciństwie miałeś sporo szczęścia. W nieszczęściu.

Gdy miałem 10 lat mieliśmy z mamą i bratem wypadek samochodowy. Jechaliśmy w odwiedziny do cioci i na trasie wpadliśmy w poślizg. Zjechaliśmy na przeciwległy pas, mama odbiła kierownicą przed nadjeżdżającym autem i wpadliśmy do rowu. Ja wypadłem przez okno, a nasz samochód mnie przygniótł. Wyglądało to na poważny wypadek, a ja miałem pęknięta śledzionę. Naprawdę miałem bardzo dużo szczęścia.  Znalazłem się dokładnie pod słupkiem dzielącym szyby. W szpitalu w Cieszynie chciano robić mi operację, ale po przewiezieniu do Katowic uznano, że uda się to wszystko zregenerować. Skończyło się na 12 dniach w szpitalu i kilku bliznach na głowie, które mam do dziś. Dostałem szansę od losu i trzeba ją wykorzystać.

Na zgrupowaniu jest kilku młodych chłopaków z twojego rocznika. Ty z uwagi na to, że nie od dziś jesteś stałym członkiem pierwszego zespołu pomagasz im czasem odnaleźć się w nowej sytuacji czy nie ma takiej potrzeby?

Nie ma takiej potrzeby. Mamy bardzo wyrozumiałą drużynę. Na przykład Łukasz Hanzel pomógł mi fajnie wprowadzić się do zespołu, bez kompleksów, bez obaw. Myślę, że chłopaki mają tak samo. To nie jest tak, że przychodzi młody zawodnik i nie może się odezwać. Można spokojnie z każdym pogadać, choć wiadomo trzeba mieć do starszych należyty szacunek.

Kiedyś już o tym rozmawiałem z Łukaszem. Jesteście dość specyficzną parą pokojowych kumpli. Hanzi to przecież jeden z najbardziej doświadczonych zawodników.

Fakt, to nie jest raczej spotykane, że starszy zawodnik… O Jezu, nie starszy, nie piszmy tego (śmiech). Że bardziej doświadczony zawodnik jest z młodym w pokoju podczas zgrupowań. Ale to wielki plus. To pokazuje, że w naszym zespole nie ma podziałów. To jest naprawdę fajne i daje pozytywny impuls. Nowi zawodnicy jak Guga, Filip czy Buga szybko się asymilują, wszyscy ich miło przywitali. To zresztą bardzo pozytywni ludzie. Myślę, że się dobrze u nas czują, ale trzeba ich zapytać, np. z kamerą (śmiech).

Q

MENU