[I liga]: Podbeskidzie - Miedź 2:1

Pomimo fatalnej pogody i trudnych warunków do gry sędzia Musiał zdecydował, że mecz się odbędzie. Ale już pierwsze minuty pokazały, że tym meczem rządzić będzie głównie przypadek. Piłka płatała figle zawodnikom jednej i drugiej drużyny i głównym pytaniem było który zespół szybciej dostosuje się do panujących warunków. Początek wskazał, że będą to gospodarze. Szybkością popisywał się Sierpina, który nękał obrońców Miedzi dośrodkowaniami. Najlepszą sytuację miał w 10 minucie Robert Gumny, który strącił piłkę dośrodkowaną z rzutu rożnego przez Michała Janotę. Pomimo sporego zamieszania piłkę zdołał schwycić golkiper Miedzi Paweł Kapsa.
W bliźniaczej sytuacji więcej szczęścia mieli goście, do dośrodkowania z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Michał Stasiak i dał prowadzenie Miedzi.
Górale zaskoczeni byli tylko przez chwilę, już 5 minut później w polu karnym piłkę przyjął Michał Janota, ustawił ją sobie na prawą nogę i potężnym strzałem wyrównał. To była debiutancka bramka pomocnika bielszczan i tylko on wie jak bardzo upragniona! Piękny gol – piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki nim efektownie zatrzepotała w siatce.
Podbeskidzie nie zadowoliło się tym trafieniem, w 24 minucie znów bardzo aktywny Janota dośrodkował do Haskicia, ten uderzył bez przyjęcia, ale szczęście dopisało bramkarzowi gości i piłka wpadła wprost w jego ręce. Jeszcze więcej szczęścia mieli legniczanie w 37 minucie. Kapitalnym rajdem lewą stronę akcję rozpoczął Sierpina, podciągnął do linii końcowej i płasko zagrał w stronę Podgórskiego i Haskicia, którzy czyhali na piłkę w polu karnym Miedzi. Niestety wtedy dała o sobie znać zmoczona murawa, na której piłka odbiła się pechowo, co nie pozwoliło Podgórskiemu jej opanować.
Swoje szanse mieli też gracze Miedzi, z bliska nad poprzeczką główkował Vojtus, wiele dośrodkowań z głębi pola w pole karne wybijali obrońcy Podbeskidzia. Na tym kończyły się ofensywne aspiracji gości w pierwszej połowie, w której Podbeskidzie było drużyną lepszą, ale na tablicy wyników mieliśmy remis. 
Serca fanów bielskiej drużyny zadrżały w 50 minucie kiedy daleko poza pole karne wyszedł Rafał Leszczyński, który poślizgnął się na murawie i skiksował. Goście nie zdołali wykorzystać jednak tej sytuacji. Chwilę później w podobnej sytuacji bramkarz Podbeskidzia już pewnie wybił piłkę. W 61 minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego dosięgnął głową Piacek, który oddał strzał, a piłkę przed niechybnym trafieniem do siatki uchronił stojący na linii Daniel.

Okres między 60 a 70 minutą to czas dominacji Miedzi, która miała serię rzutów rożnych. Po jednym z nich w polu karnym odrobinę miejsca na oddanie strzału znalazł Midzierski i bielszczanie tylko Leszczyńskiemu zawdzięczają, że na koncie gości nadal była tylko jedna bramka.
W 77 minucie niesamowitym wyczuciem wykazał się trener Kocian, który wpuścił na boisko Szymona Lewickiego. Jego wzrost przydał się już dwie minuty później, kiedy to skierował piłkę głową do siatki Miedzi i wyprowadził bielszczan na prowadzenie.
Mimo nerwowej końcówki i usilnych starań Miedzi gospodarze nie dali sobie wyrwać, ciężko wywalczonych i jakże ważnych, trzech punktów.

Podbeskidzie – Miedź Legnica 2:1 (1:1 )

Bramki: 16' Janota, 79' Lewicki - 11' Stasiak

żółte kartki: Piacek, Janota, Haskić - Marquitos

TS Podbeskidzie: Leszczyński - Gumny, Piacek (k), Magiera, Moskwik – Jaroch (65' Dolny), Podgórski (77' Lewicki), Hanzel, Janota (90' Sladek), Sierpina – Haskić

Miedz Legnica: Kapsa – Bartczak (12' Gorskie), Midzierski, Stasiak, Trifonov – Łobodziński (65' Bartkowiak), Rasak, Forsell, Keon Daniel, Marquitos (82' Garguła) – Vojtus

 

MENU