[SPARING]: Zagłębie Sosnowiec - TSP


To drugi sparing Podbeskidzia w tegorocznym okresie przygotowawczym. Po sobotnim zwycięstwie nad trzecioligową Ślęzą Wrocław, dziś Górali czekało poważniejsze wyzwanie – starcie z rywalem z Nice I Ligi,  Zagłębiem Sosnowiec.

W meczu ligowym obie drużyny zaprezentowały wyrównany poziom remisując bezbramkowo. O tym, że w dzisiejszym sparingu taki wynik się nie powtórzy wiedzieliśmy już w piątej minucie. Wtedy to po dośrodkowaniu Łukasza Sierpiny piłka przeszła do Miłosza Kozaka, który pewnym strzałem pokonał Perdijicia i dał Góralom prowadzenie. 

Chwilę później piłka znów znalazła się w bramce sosnowiczan, ale tym razem sędzia asystent zasygnalizował pozycję spaloną Dimitara Ilieva i bramki nie uznał. Zamiast 2:0 po kilku minutach mieliśmy 1:1, bo wyrównującą bramkę zdobył były zawodnik Podbeskidzia, Szymon Lewicki, który wykorzystał rzut karny. Jedenastka podyktowana została po walce bark w bark, po której arbiter uznał że Sierpina przekroczył przepisy i faulował zawodnika Zagłębia. Lewicki z jedenastu metrów uderzył w sam środek bramki, ale Fabisiak rzucił się w prawy róg i bielszczanie rozpoczynali grę od środka boiska.

Po zdobyciu bramki zespół Zagłębia śmielej zaatakował i to gospodarze dłużej utrzymywali się przy piłce. Z tej przewagi przez długi czas gry niewiele jednak wynikało, a stojący w bramce Podbeskidzia Fabisiak nie miał sposobności żeby wykazać się umiejętnościami. Jedyne zagrożenie jakie stworzyli podopieczni Dariusza Dudka pod bramką TSP miało miejsce po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale czujnie wówczas na linii bramkowej zachował się Paweł Oleksy, który wybił piłkę głową. Podbeskidzie odpowiadało szybkimi atakami, przy finalizacji których brakowało jedynie odrobiny precyzji – tak było gdy Dimitar Iliev przebiegł z piłką kilkanaście metrów, zaczekał na podłączającego się do akcji Sierpinę, ale prostopadłe podanie było minimalnie niecelne, aby mogło otworzyć drogę do bramki skrzydłowemu Górali.

Zagłębie w końcu dopięło swego i to ponownie za sprawą Szymona Lewickiego. Tym razem rosły napastnik zdecydował się na strzał z ok 17 metrów i dał swojej drużynie prowadzenie.

Na drugą połowę Górale wyszli z siedmioma zmianami w drużynie: Fabisiaka, Oleksego, Rakowskiego, Kozaka, Chmiela, Ilieva i Sabalę na boisku pojawili się Leszczyński, Kolar, Matuszczyk, Andronic, Kostorz, Gutowski i Tomczyk.  O sporym pechu mógł mówić Andronic starający się o angaż w bielskiej drużynie. Ucierpiał w ostrej walce o piłkę i musiał opuścić boisko ledwie kilkanaście minut po rozpoczęciu drugiej połowy.
Na 10 minut przed końcem wyrównującą bramkę zdobył Łukasz Hanzel – pomocnik Górali świetni odczytał zamiary defensywy Zagłębia i wykorzystał błąd obrońcy bez zastanowienia pakując piłkę do bramki z bliskiej odległości.
Wynik remisowy nie utrzymał się jednak długo, dwie minuty później Konrad Kumor, młody zawodnik Zagłębia wykorzystał dobrą akcję Mularczyka i pokonał Rafała Leszczyńskiego. To jednak nie był koniec – ten sam Kumor w 83 minucie wykończył podanie od Sanogo i ustalił wynik meczu na 4:2.

Zagłębie Sosnowiec – Podbeskidzie 4:2 (2:1)

Bramki: 17' (k), 45' Lewicki, 82', 84' Kumor - 4' Kozak, 80' Hanzel

Podbeskidzie: Fabisiak (46' Leszczyński) – Oleksy (46' Kolar), Wiktorski, Gibas, Sierpina - Hanzel, Rakowski (46' Andronic)  - Kozak (46' Kostorz), Iliev (46' Matuszczyk), Chmiel (46' Gutowski)  – Sabala (46' Tomczyk)

 

 

 

MENU