Adam Nocoń w sztabie Podbeskidzia

46-letni szkoleniowiec dołączył do sztabu szkoleniowego Górali!

Pod nieobecność Jana Kociana pierwszego trenera Podbeskidzia, zespół poprowadzi Adam Nocoń.

Jest to dla niego powrót do Podbeskidzia – w bielskim klubie pracował już jako asystent trenera Jana Żurka i Włodzimierza Małowiejskiego, samodzielnie prowadził zespoły m.in. GKS-u Tychy, Ruchu Zdzieszowice, Nadwiślana Góra, Beskidu Skoczów a ostatni sezon rozpoczął jako szkoleniowiec BKS-u Stali Bielsko-Biała. 
Jako zawodnik był obrońcą Górnika Zabrze, Ruchu Radzionków i GKS-u Bełchatów.

Adam Nocoń odbył dziś pierwszy trening z drużyną i w piątek zasiądzie na ławce trenerskiej w meczu ligowym z Chojniczanką Chojnice pełniąc obowiązki pierwszego trenera w zastępstwie trenera Kociana.

Tuż po podpisaniu umowy zadaliśmy trenerowi kilka pytań:

To dla Pana powrót do Podbeskidzia, bo przecież już kilkanaście lat temu był Pan tu asystentem trenera.

Tak jest, ale to bardzo dawne czasy, dziś klub zmienił się całkowicie. Teraz to zupełnie inne miejsce niż wtedy, gdy pracowałem wcześniej w Podbeskidziu i są to zmiany oczywiście na plus, bo wszystko jest dużo bardziej profesjonalnie zorganizowane. Bardzo ładny stadion, na którym rozgrywane są mecze dopełnia tego obrazu.

No właśnie – znalazł się Pan w nietypowej sytuacji, bo zmienił się pracodawca, ale nie zmienia się miejsce pracy, nadal będzie nim ten sam stadion.

Rzeczywiście jest to niespotykana sytuacja, bo BKS Stal, gdzie pracowałem poprzednio także rozgrywa tu swoje mecze. Ja jako trener BKS-u rozegrałem tylko jeden mecz na tym stadionie, szczęśliwy, bo zwycięski. Zdążyłem tez poprowadzić przeciwko Ruchowi Zdzieszowice, którego też kiedyś byłem trenerem.

Spotkał się już Pan z zawodnikami – jakie wrażenia?

Na pewno pozytywne, jest to grupa zawodników, którzy chcą pracować i są głodni zwycięstwa, dlatego jestem dobrze nastawiony do naszej współpracy i wierzę, że przyniesie ona wyniki na boisku.

Co właściwie można zrobić w tak krótkim czasie? Najbliższy mecz już w piątek.

Rzeczywiście piłkarskich elementów wielu wypracować się nie da w ciągu kilku dni, zwłaszcza, że przed meczem trzeba już nieco zejść z obciążeń treningowych. Ale są to zawodnicy, którzy potrafią grać w piłkę i tego uczyć ich nie trzeba. Można za to dać drużynie psychologiczny bodziec i odpowiednio ją nastawić do najbliższego meczu.

Śledził  Pan ostatnie mecze Podbeskidzia? Na co uczuli Pan zawodników przed piątkowym meczem?

To co się rzuca w oczy, to zbyt duża liczba straconych bramek. Organizacja gry defensywnej szczególnie w momentach przejścia z ofensywy do defensywy wymaga poprawy, ale chciałbym podkreślić że na całokształt postawy w obronie pracują wszyscy zawodnicy, więc nie dotyczy to tylko obrońców. 

Mówi Pan o grze w obronie, sam też był Pan obrońcą, czy to oznacza, że w czasie Pana pracy będziemy oglądać Podbeskidzie schowane za podwójną gardą?

Nie, na pewno tak nie będzie. Rzeczywiście ważna jest dla mnie gra w defensywie, odpowiednie ustawienie tej formacji, ale samą obroną meczu się nie wygra. W grze potrzebna jest równowaga.

MENU