Leszczyński: Każdy wychodzi po to, żeby wygrać

Rafał Leszczyński ostatnie mecze ogląda z ławki rezerwowych, ale przegrane również go bolą. O ostatnich wynikach Podbeskidzia, walce o powrót na boisko i sądach kibiców opowiada w krótkim wywiadzie.

Rafał przyznasz, że przegrane mecze bolą, ale te oglądane z ławki, kiedy sam niewiele możesz pomóc bolą jeszcze bardziej.

Wiadomo, że osiągane przez nas wyniki są bardzo dalekie od tego, czego oczekiwaliśmy od obecnego sezonu. To na pewno nie jest tak, że wychodzimy na boisko i nie chcemy wygrać. Popadliśmy w jakiś marazm, który trudno wytłumaczyć, ale coś trzeba z tym zrobić. Czasami im bardziej się chce, tym człowiekowi mniej wychodzi i być może tym jest to spowodowane, że po kilku niepowodzeniach w naszych głowach rodzi się brak pewności i tu może tkwić przyczyna tego, że tak to wygląda na boisku.

Jak wyglądała szatnia po meczu z Górnikiem? Rozmawialiście w swoim gronie o przyczynach takiej gry?

Zawsze po każdym meczu na gorąco jest dyskusja, inaczej ona wygląda po wygranym meczu, inaczej oczywiście po przegranej. Po meczach takich jak ostatni w szatni jest gorąco i nie są to łatwe rozmowy, bo każdy wie, że mógł pewne rzeczy na boisku zrobić dużo lepiej. Mamy też analizy pomeczowe, na których szczegółowo omawiamy każde spotkanie i staramy się z tego wyciągnąć wnioski. Na ten moment myślę, że największą naszą bolączką są stałe fragmenty gry, bo nawet patrząc na ten mecz w Łęcznej, to oprócz tej dość przypadkowej sytuacji którą Górnik wykorzystał to żadna z drużyn nie miała zbyt wielu okazji do strzelenia goli i był to mecz zdecydowanie na remis. Wiemy, że ten mecz nie był dobry w naszym wykonani, ale ze strony Górnika też nie, ale to jest sport i nie liczy się styl, ale to co wpadnie do bramki przeciwnika, i to nasi rywale strzelili tę jedną bramkę, a my schodziliśmy z boiska pokonani i czujemy się z tym fatalnie.

Teraz czeka Was seria gier co trzy dni, mówi się, że czasem to może pomóc, pozwoli szybko odkuć się po przegranej, ale to łatwo powiedzieć, a wykonać na boisku trudniej. Czy Twoim zdaniem to faktycznie może być korzystne?

Teoretycznie zawsze, gdy przegrywasz to chcesz jak najszybciej następny mecz, żeby zmazać plamę po porażce. Teraz mamy maraton meczów co trzy dni i jest to duża szansa, żeby odbudować morale zespołu. Z drugiej strony wiemy też, co będzie jeśli się nam nie powiedzie. Nie dopuszczamy myśli, że możemy nie wygrać, ale w przeciwnym razie sytuacja będzie bardzo, bardzo nieciekawa. Jesteśmy w trudnym momencie, wpadliśmy w dołek, być może dlatego, że na początku graliśmy nieźle, ale nie punktowaliśmy i wpadliśmy w marazm i teraz rośnie presja, że wszystko co robimy musimy robić dobrze, bo kolejne błędy mogą kosztować coraz więcej.

Ty sam znalazłeś się obecnie w niecodziennej sytuacji, bo zwykle broniłeś miejsca w pierwszym składzie, a teraz sam musisz czekać na swoją szansę na powrót do gry. Jak się w tym odnajdujesz? Jaki jest twój pomysł na walkę o pozycję pierwszego bramkarza?

To dla żadnego zawodnika nie jest prosta sprawa, gdy trzeba usiąść na ławce. Na pewno ambicja nie pozwala mi tego przyjąć pozytywnie, bo każdy trenuje, pracuje po to żeby grać i pomóc drużynie na boisku. Taka jest decyzja trenera i muszę ją uszanować, a też rozumiem, że w pierwszych meczach bramek straciliśmy dużo i trener szuka rozwiązania. Rywalizacja z Wojtkiem jest zdrowa, lubimy się i szanujemy, często spędzamy razem czas, nie jest tak że będziemy podrzucać sobie kłody pod nogi. Jesteśmy w jednej drużynie i staramy się zrobić wszystko żeby ona wygrywała, bo na ten moment nie jest istotne kto gra, ważne są wyniki zespołu i pokazanie kibicom, że potrafimy grać w piłkę i jeszcze możemy dać im wiele radości.

A co powiesz na zarzuty pod adresem zawodników o brak zaangażowania i ambicji?

Takie jest życie sportowca, ale też trzeba powiedzieć, że te opinie kibiców są krzywdzące. Tak zwykło się już mówić, że gdy zespół przegra mecz to dlatego, że zawodnikom się nie chciało, zabrakło walki, determinacji, a nawet po słabym meczu, ale wygranym, to wszyscy spieszą z pochwałami. Zbyt łatwo oceniamy i osądzamy. Dla mnie takie zarzuty o brak zaangażowania to totalne nieporozumienie. Każdy sportowiec wychodzi na boisko po to, żeby zawody rozstrzygnąć na swoją korzyść. Nie ma innej możliwości.

MENU