Remis w Tychach

Podbeskidzie remisuje z GKS- em w Tychach 3:3 i przywozi do Bielska-Białej jeden punkt. 

We wtorek mecz w Bielsku-Białej, w piątek wyjazdowe spotkanie w Tychach. Plan na ten intensywny tydzień dla piłkarzy Podbeskidzia był jasny – pełna pula punktów. Pierwszą jego część, która jednocześnie przełamywała złą serię w tym sezonie Górale zrealizowali w Bielsku-Białej pokonując Ruch Chorzów, w drugiej przyszło im mierzyć się z GKS-em, który na własnym terenie w tym sezonie punktów jeszcze nie stracił. Dwa zwycięstwa po 1:0 – skromnie, ale skutecznie. Efekt punktowy na tyskim stadionie osiągali tylko gospodarze. 
Podbeskidzie w krótką podróż udało się więc z zamiarem wydarcia punktów na niełatwym terenie. Górale przekonali się o tym niestety już na samym początku meczu. Nie minęło jeszcze 5 minut gry, a Wojciech Fabisiak musiał wyciągać piłkę z siatki. Po rzucie rożnym, najlepiej w polu karnym odnalazł się Michał Fidziukiewicz i po raz pierwszy w tym sezonie ligowym wpisał się na listę strzelców. Szybki cios na samym początku i już wiedzieliśmy, że plany gry na to spotkanie trzeba będzie zweryfikować. Kolejne minuty jednak mijały, a podbramkowych okazji było jak na lekarstwo. I to z obydwu stron. Były strzały z dystansu czy to Ilieva, czy to Fidziukiewicza, były próby szarż prawą i lewą stroną w wykonaniu Sobczaka, Błanika czy Mańki. Zagrożenie z tych prób było jednak niewielkie. W samej końcówce Podbeskidzie wzięło się jednak mocno do roboty i raz po raz nękało defensywę rywali. Sierpina kilkukrotnie próbował uderzać, pokazywali się Illiev i Sobczak, a aktywni w ofensywie byli momentami nawet Wiktorski z Malcem. W 45 minucie dało to efekt. Świetnym dośrodkowaniem w pole karne, na długi słupek popisiał się Moskwik a tam rywala w powietrzu przeskoczył Iliev i głową umieścił piłkę w bramce. Bułgar wpisał się więc na listę strzelców w drugim meczu z rzędu! Do przerwy dało to remis, ale oczekiwania niemal 200 osobowej grupy kibiców z Bielska-Białej, która wspierała dziś z trybun Górali były większe. 
Drugą połowę piłkarze TSP zaczęli prawie tak jak rywale pierwszą. Ale wiadomo – prawie robi wielką różnicę. W 50 minucie Sobczak przedarł się środkiem pod pole karne GKS-u i mając przed sobą Tomczyka, zagrał do niego… o jedno tempo za późno. Napastnik Górali wpakował wprawdzie piłkę do siatki, jednak sędzia odgwizdał pozycję spaloną. Tomczyk w pierwszych minutach drugiej części czuł się chyba bardzo dobrze, bo nie była to pierwsza okazja tego zawodnika. Chwilę wcześniej ruszył do długiego podania z głębi pola i przed skuteczną szarżą na bramkę powstrzymał go tylko świetnie interweniujący poza polem karnym bramkarz gospodarzy Rafał Dobroliński. Zresztą drugie 45 minut jako całokształt było widowiskiem lepszym niż to co widzieliśmy przed przerwą. Szybkie akcje, strzały, dryblingi. Tego oczekiwali kibice i to otrzymali. Ciekawsza, bardziej ofensywna gra obydwu zespołów poskutkowała dość szybko. Szybka kontra TSP, Iliev przedarł się środkiem, zagrał do świetnie wychodzącego na czystą pozycję Tomczyka, a ten bez najmniejszych problemów, z zimną krwią pokonał bramkarza rywali. Co więcej – to nie był koniec w wykonaniu Podbeskidzia. Już po kilku minutach było 3:1 dla bielszczan. Tym razem w rolę asystenta wcielił się ten który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Młodzieżowy reprezentant Polski ruszył z szarżą na bramkę rywali, wpadł w pole karne i zagrał do wbiegającego za akcją Sobczaka. Zanim piłka dotarła do skrzydłowego TSP przeciął ją jeden z tyskich defensorów i Górale wyszli na dwubramkowe prowadzenie! Gospodarze mimo ciężkiej sytuacji nie zamierzali jednak skłądać broni. Kilkukrotnie mocno zagrozili Fabisiakowi (raz piłka trafiła w słupek) i cały czas dążyli do złapania kontaktu z podopiecznymi trenera Noconia. W 84 minucie dopięli swego – po wrzutce z prawej strony boiska, piłkę trącił Łukasz Bogusławski i posłał ją w długi róg bramki, obok bezradnego „Fabika”. Ostatnie minuty były więc bardzo emocjonujące. Emocjonujące i po częsci radosne, jednak tylko dla gospodarzy. W doliczonym czasie gry, pięknym strzałem z rzutu wolnego stan meczu wyrównał Piotr Ćwielong i mimo iż chwilę później Górale byli bardzo bliscy ponownego wyjścia na prowadzenie (słupek Łukasza Sierpiny) oba zespoły podzieliły się punktami. 

MENU