Sladek: Nie potrzebuję już nawigacji


Peter Sladek w niedzielę zadebiutował w oficjalnym meczu Podbeskidzia, w rozmowie wracamy do jego  występów w Spartaku Myjava oraz pobytu w Belgii i aklimatyzacji pod Klimczokiem.


Żal Ci było opuszczać Myjavę? Stamtąd pochodzisz i jesteś wychowankiem Spartaka, pewnie przejąłeś się losem tego klubu.

Bardzo żal, tym bardziej w takich okolicznościach. Nikt z nas się tego nie spodziewał, dowiedzieliśmy się dopiero cztery dni przed świętami, 20 grudnia. Była to dla każdego z zawodników bardzo zła wiadomość, nagle zostaliśmy bez klubu i musieliśmy szukać nowego, a to zwłaszcza w okienku zimowym nie jest takie łatwe. To był trudny czas niepewności też dla naszych rodzin. Dzięki Bogu przyszedłem do Podbeskidzia i nie wracam już myślami do tamtego zdarzenia. Taka była decyzja właściciela klubu, ale dla mnie jako urodzonego w Myjavie jest to przykre. Ze Spartakiem awansowaliśmy do słowackiej ekstraklasy, grałem tam wiele sezonów i zdobyłem prawie sto bramek, w Spartaku się wychowałem i na zawsze będzie w moim sercu

Ten duet Kolar-Sladek, który działał w Myjavie, a teraz miał straszyć bramkarzy rywali Podbeskidzia, wspólnie wypracował dużo bramek dla Spartaka?

Tak, ale to teraz jest trudne pytanie od kiedy Lubos doznał kontuzji. Jestem z nim stale w kontakcie, ja odebrałem go ze szpitala po meczu i mocno przeżyłem jego kontuzję. Jest mi smutno i bardzo go żal. Sporo razem przeszliśmy, dobrze rozumiemy się na boisku, a teraz on będzie długi czas poza grą. Dla piłkarza jest to bardzo trudne i każdy z nas to mocno odczuł, zwłaszcza, że był to już ostatni mecz przed ligą i taka sytuacja się przytrafiła... Z drugiej strony Lubos ma wsparcie rodziny, ma zdrowego syna i to jest ważne. Ale bardzo, bardzo szkoda, że nie będzie mógł zagrać.

Wolisz zdobywać bramki czy asystować? Co daje ci więcej radości?

Kiedy grałem w lidze słowackiej to zdobywałem dużo bramek, ale miałem wtedy inną pozycję nie musiałem wiele bronić i to mi odpowiadało. Ważne teraz w Podbeskidziu będą asysty, ale ja na pewno bardzo będę się cieszył kiedy zdobędę bramkę.


foto: Instagram

Kto jest twoim piłkarskim idolem, może z dzieciństwa, a może zawodnikiem, którego nadal cenisz?

Nie miałem takiego jednego ulubionego zawodnika, o którym mógłbym powiedzieć, że jest moim idolem. Zawsze ceniłem Pavla Nedveda, czeskiego piłkarza, który dziś już nie gra, ale podobał mi się jego charakter, charyzma na boisku. Lubię też Messiego, ale jego gra podoba się każdemu.

Przez rok grałeś w Belgii w KV Oostende, jak wspominasz ten czas?

Byłem tam na wypożyczeniu, była to taka sytuacja, że w ostatnim dniu okienka transferowego agent powiedział mi, że ma dla mnie umowę z belgijskim klubem. Szybko się zdecydowałem, podpisałem umowę, a w następnym dniu się okazało, że przez kwestie formalne nie mogłem zostać zgłoszony do rozgrywek i przez prawie dwa miesiące nie mogłem grać ani w Oostende ani w Myjavie. To było ciężkie nie móc grać przez taki czas, ale życie w Belgii nauczyło mnie bardzo dużo. To było piękne miasto, stadion, klub z ambicjami. Teraz jest wysoko w tabeli, walczy z najlepszymi w kraju. Gra tam wielu bardzo dobrych zawodników, między innymi Siani, który z reprezentacją Kamerunu zwyciężył niedawno w Pucharze Narodów Afryki. To piękny kraj i jak najlepiej go wspominam.

Jaki był Twój najlepszy moment w karierze?

W piłkarskim życiu to z pewnością był awans do słowackiej ekstraklasy z Myjavą, to było duże wydarzenie, pierwszy, historyczny awans do najwyższej ligi. To piękne przeżycie, ale i tak bez porównania z najważniejszym życiowym wydarzeniem, jakim były narodziny syna. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.


fot.Instagram

Zdążyłeś już poznać Bielsko-Białą? 

Tak, już mieszkam tu z żoną i z dzieckiem i w wolnych chwilach poznajemy okolicę, bywamy też w centrum. To bardzo ładne miasto. Na początku poruszałem się po mieście z nawigacją, ale teraz już jej nie potrzebuję, więc chyba mogę powiedzieć, że już poznałem.

MENU