Andrzej Rybarski Dyrektorem sportowym TSP!

Od dziś Podbeskidzie ma swojego dyrektora sportowego. Został nim były szkoleniowiec m.in. Górnika Łęczna. 

Andrzej Rybarski nasze miasto i klub zna świetnie nie od dziś. W przeszłości ten urodzony w Żywcu 36-latek szkolił młodzież m.in. właśnie w TSP, co było początkiem jego kariery trenerskiej. Doświadczenie w piłce seniorskiej Rybarski zbierał m.in. jako asystent w ekstraklasowych klubach – Cracovii i Górniku Łęczna, aż w końcu sam objął fotel szkoleniowca pierwszego zespołu w Łęcznej. Po ciężkim boju klub z Lubelszczyzny utrzymał się wówczas w Ekstraklasie i na pewno można ten wynik uznać jako spory sukces. 

Moja dotychczasowa praca to na pewno ciągły rozwój, poznawanie, doświadczanie i uczenie się tego co nowe. Myślę, że własnie takie słowo jak rozwój jest najlepszym w podsumowaniu mojej dotychczasowej pracy. To jest coś, co musi towarzyszyć człowiekowi przez całe życie, więc na tym co do tej pory na pewno się nie skończy. - Andrzej Rybarski

Dyrektor sportowy to w Podbeskidziu funkcja przez ostatnie lata nieobsadzona. Andrzej Rybarski, jako szef pionu sportowego będzie więc w klubie pełnił funkcję nową z kilku względów. Zaraz po podpisaniu umowy porozmawialiśmy z nim nie tylko o tej kwestii. 

W trakcie swej pracy w Górniku Łęczna zasłynął pan z innowacji i zamiłowania do liczb. Czy to pomoże w pracy szefa pionu sportowego Podbeskidzia?

Zasłynął to chyba za duże słowo. Na pewno wymierność pracy jest istotna i właśnie tego cały czas szukam. Myślę tu o parametrach, które określają zawodnika, pracę, sytuacje boiskowe. To dla mnie właściwe podejście - aby szukać czegoś co można obliczać. Oczywiście piłka do końca nie jest obliczalna, tego nie da się do końca usystematyzować. To jest jednak dla mnie bardzo istotne w pracy i myślę, że uda się to przenieść również tutaj, do Bielska-Białej. A w jakiej formie i w jakim wymiarze? To się okaże. 

W trakcie swej trenerskiej drogi wiele pracował Pan z młodzieżą i to w rejonie Podbeskidzia. Niemal 5 lat w ŻAPN i rok w TSP. 

Pracę jako trener zaczynałem z dziećmi i to był początek mojej przygody. Po skończeniu studiów zacząłem pracę w Żywcu z grupami młodzieżowymi. Myślę, że taka droga dla każdego trenera jest bardzo wartościowa. Te doświadczenia są przydatne w momencie dojścia do etapu pracy z seniorami, pod kątem tego jak młody człowiek może myśleć i jak należy wdrożyć go do zespołu seniorskiego. Od tego zaczynałem i krok po korku przechodziłem kolejne szczeble w przygodzie z piłką. Teraz jestem w tym punkcie, ale nie ukrywam, że mam zamiar wciąż się rozwijać i iść w górę. 

Świetna znajomość rynku w tych terenach może przełożyć się na pana pracę jako dyrektora sportowego.

Zawsze lubiłem pracować z młodymi zawodnikami, także w drużynach seniorskich. Lubiłem ich wdrażać do zespołów, chciałem aby się rozwijali. Mam nadzieję, że tutaj także będzie okazja, aby szukać młodych zawodników z Bielska, z naszego regionu i zachęcać ich do tego, aby grali dla Podbeskidzia. Mam nadzieję, że kiedyś zobaczymy zespół który w większości będzie złożony z takich właśnie piłkarzy. To na pewno nie jest łatwe do realizacji. Najważniejsze, aby w takim kierunku zmierzać i myślę że taki kierunek jest widoczny także w sposobie myślenia w Polsce. Są różne systemy jak Pro Junior System, który promuje kluby za występy młodych zawodników. Wypromowanie zawodnika i wytransferowanie go na szersze wody też jest naszym celem. To wszystko wymaga jednak czasu. 

A'propo celów. Jakie stawia pan przed sobą w szerszym kontekście i "na teraz"?

Cele dzielimy na krótkoterminowe, średnioterminowe i długoterminowe. Jeśli chodzi o te pierwsze, to na pewno chciałoby się mieć najsilniejszy zespół jaki jest w 1 lidze i jak najszybciej wrócić do Ekstraklasy. Nie chcę jednak tworzyć przesadnych zapowiedzi i "pompować balonika". Potrzebny jest rozsądek w działaniu, wedle możliwości Podbeskidzia. W średnioterminowych znajdą się takie cele, jakie da się osiągnąć do roku czasu, a w długoterminowych na pewno znajdą się aspekty dotyczące młodzieży, ich wdrożenia. Nie jest tak, że z miejsca, od razu uda nam się to zrobić. Będziemy koncentrować się na tym, aby do Podbeskidzia trafiali zawodnicy coraz zdolniejsi, ale też w odpowiednim wieku, na których klub będzie mógł oprzeć grę i funkcjonowanie, transferując go i zwiększając tym samym swój budżet. Tak to wygląda na całym świecie.

Dlaczego Podbeskidzie i dlaczego zdecydował się Pan na zmianę stanowiska na dyrektora sportowego?

Jest kilka kwestii, które były w tym przypadku decydujące. Po pierwsze na pewno kwestie rodzinne. Mój rodzinny dom jest tutaj, mam tu też dwójkę małych dzieci i małżonkę. To był ważny czynnik. Wcześniej przez trzy i pół roku pracowałem w Łęcznej i mieszkałem tam bez rodziny. Życie nie polega tylko na tym, aby tylko pracować przez 24 godziny na dobę. Polega na tym, aby ciężko pracować, ale też żyć rodzinnie. Miałem kilka ofert z Polski, nawet kilka dni temu, ale podjąłem decyzję, aby skorzystać z propozycji właśnie Podbeskidzia. Jeśli chodzi o kontekst pracy - myślę że to stanowisko wpłynie na mój rozwój. To coś innego niż standardowa praca w terenie. Będę mógł się nauczyć kolejnych nowych rzeczy i będę mógł stać się dzięki temu lepszym pracownikiem, człowiekiem, osobą funkcjonującą i w życiu i w piłce nożnej. W pracy w Podbeskidziu będę koncentrował się na tym co do mnie należy i będę robił to najlepiej jak potrafię. Jest pewna strategia rozwoju klubu i będziemy wspólnie ją realizować. Suma wszystkich czynników może sprawić, że znów klub znajdzie się w Ekstraklasie. 

MENU