Chciałbym żeby stadion ożył

O pierwszych dniach w klubie, planach na przyszłość i wielkim wspólnym marzeniu wszystkich kibiców opowiada Bogdan Kłys, od kilku dni Prezes Zarządu TS Podbeskidzie.

Od czego rozpoczął Pan swoją pracę w klubie? Jakie zadania uważa Pan za sprawy priorytetowe? 

       
Jestem w klubie dopiero od trzech dni, muszę poznać tę firmę. Najważniejsze dla mnie jest poznanie ludzi tu pracujących, poznać ich stanowiska, obowiązki. Zapoznaję się z wszystkimi umowami, którymi klub jest związany, dokumentami. Muszę też porozmawiać z działem sportowym na temat ich propozycji ruchów transferowych w nadchodzącym okienku. Część pomysłów i fundamenty zarządzania wdrażam od razu, ale myślę, że od nowego roku rozpoczniemy właściwe przygotowania do nowej rundy.

Jakie cele stawia Pan przed klubem w dalszej perspektywie czasowej? 

Najlepiej by było żeby zawodnicy grali tak, żeby kibice chcieli przychodzić na stadion, żeby frekwencja była jak największa. Chciałbym żeby ten stadion ożył, zapełnił się kibicami. To jest bardzo ważne, żeby drużyna u siebie wygrywała, zdobywała punkty – to przyciąga kibiców. Dobra gra jest najlepszym magnesem na stadion, ale wyniki drużyny można pewnymi działaniami marketingowymi wesprzeć, żeby klub zyskiwał coraz większą rozpoznawalność i jak najwięcej kibiców chciało wspierać nasz zespół z trybun. Liczę, że meczami zainteresują się nawet ci, którzy na co dzień nie śledzą wyników, ale dla rozrywki zechcą przyjść na ten piękny stadion miejski. 

Mamy dwa miesiące do pierwszego meczu, tyle zostało na przygotowanie się do rozgrywek, zarówno pod względem sportowym jak i organizacyjnym. To dużo czasu? 

      
W normalnych okolicznościach, gdybym miał za zadanie jedynie przygotować klub do rozgrywek, byłoby to dużo czasu. Ale w sytuacji, w której na dwa miesiące przed startem rundy wiosennej muszę poznać klub, wdrożyć się w jego funkcjonowanie i pewne kwestie zreorganizować, ustabilizować, to uważam, że wcale nie jest to tak dużo czasu. Zwłaszcza, że chciałbym, aby już od 1 lutego rozpoczęła się sprzedaż karnetów, czyli ten czas nam się wyraźnie skraca. 

Mówi się, że obejmuje Pan klub w dość komfortowych warunkach. Można spokojnie planować przyszłość? 

Rzeczywiście, mam z pewnością bardziej komfortową sytuację niż moi poprzednicy, ale też nie jest tak, że klub jest poukładany i już sam będzie funkcjonował. Przed nami jeszcze dużo pracy i daleka droga do stanu, który by mnie zadowalał. Aby klub dobrze funkcjonował, i miało to przełożenie na wyniki na boisku potrzebna jest dobra atmosfera wokół niego. Mamy bardzo sprzyjające warunki do rozwoju ponieważ klub może liczyć na wsparcie obu właścicieli, zarówno gmina Bielsko-Biała, jak i pan Łukosz udowodnili, że można na nich polegać. Cieszą też dobre relacje pomiędzy właścicielami, którzy chętnie współpracują ze sobą i klub może na tym tylko skorzystać. 

Kibice marzą o powrocie do Ekstraklasy – to Pana zdaniem realny plan? 

Ja również o tym marzę. Pamiętam, że gdy Podbeskidzie było w Ekstraklasie, to było w zupełnie innym piłkarskim świecie. Dlatego trzeba zrobić wszystko, żeby do Ekstraklasy wrócić, bo tam jest miejsce tego klubu i nad tym będę bardzo mocno pracował. Kiedy się to stanie? Jestem tu zbyt krótko, aby składać tego typu deklaracje. 

MENU