Newsy
11.09.2019

W CZTERY OCZY: Filip Modelski (cz.2.)

Zapraszamy na drugą część wywiadu z Filipem Modelskim, przeprowadzonym w ramach cyklu "W CZTERY OCZY". Pierwsza część rozmowy dostępna jest TUTAJ.

W seniorskiej angielskiej piłce na dobrą sprawę nie dostałeś prawdziwej szansy. To dlatego zdecydowałeś się na przenosiny do Polski?

- Byłem już trochę niecierpliwy. Niby trenowałem z pierwszą drużyną, ale tam nie grałem. Do ligi rezerw oczywiście schodzili zawodnicy starsi, ale to nie było to o czym marzyłem. Z perspektywy czasu trochę żałuję, bo gdybym wykazał się cierpliwością i dalej pracował ciężko to doczekałbym się na swoją szansę. Podjąłem jednak taką a nie inną decyzję, trafiłem do Bełchatowa i dalej gram już w Polsce.

Wracając do kraju byłeś wciąż młodym chłopakiem i wyniki jakie osiągałeś były naprawdę dobre. Gra w Bełchatowie pomogła Ci się w jakiś sposób odbudować?

- Głód grania jaki mi doskwierał był ogromny. W Anglii długo się szkoliłem, jeździłem po stadionach Premier League i wiele doświadczyłem. Młodzieńcza niecierpliwość jednak wymagała gry - dlatego bardzo się ucieszyłem z możliwości gry na najwyższym poziomie w Polsce. Trafiłem do Brunatnych, bardzo fajnej szatni - a przede wszystkim grałem regularnie.

Premierowy sezon w Bełchatowie był bardzo ciężki, bo do ostatnich kolejek walczyliście o utrzymanie co w dużej mierze dzięki Tobie się udało.

- Praktycznie do przedostatniej kolejki walczyliśmy o utrzymanie wtedy z ŁKS-em. Był to mecz na noże, bo przegrywając tamto spotkanie to my mogliśmy znaleźć się w strefie spadkowej. Udało nam się wywalczyć remis i zarazem utrzymać. Mieliśmy bardzo doświadczony zespół z Marcinem Żewłakowem czy Kamilem Kosowskim, którzy w trudnych momentach dawali nam spore wsparcie.

Ten dobry sezon zaowocował debiutem w kadrze Polski. To chyba spełnienie marzeń dla tak młodego zawodnika?

- Zgadza się, był to oficjalny mecz podczas zgrupowania ligowców w Turcji. Jedno z dziecięcych marzeń zostało spełnione. Niektórzy nie traktują takich spotkań poważnie, jednak mecz z Bośnią był traktowany przez FIFĘ jako oficjalny, więc ja również podchodzę do niego tak samo.

Następny przystanek Filipa Modelskiego to Białystok, a tam mecze w Lidze Europy. Przygoda z pewnością bardzo fajna, ale niestety krótka...

- W Białymstoku były wzloty i upadki. Wzloty jak brązowy medal, czy debiutancka bramka w Ekstraklasie w ostatnim meczu sezonu z Lechią. Poznałem tam wielu fajnych ludzi i kontakty jakie tam zawarłem mam do dzisiaj. Jeśli chodzi o epizod w europejskich pucharach to byliśmy wtedy młodym zespołem. Pojechaliśmy na Litwę i w zasadzie dla 90% chłopaków był to debiut w takim meczu. Wygraliśmy tam 1:0, a w Białymstoku jak to się mówi po piłkarsku ,,puściło nas” i zagraliśmy koncert w rewanżu ( 8:0). Kolejna runda, pechowy remis 0:0 u siebie przy kilku wyśmienitych okazjach i bez zaliczki pojechaliśmy do Nikozji. Omonia wykorzystała wtedy jedną okazję i wygrała.

Po 4 latach na Podlasiu nad Twoją karierą pojawiły się czarne chmury. Pół roku bez klubu to nie są łatwe chwile dla piłkarza.

- Ten okres był dla mnie bardzo rozwojowy. Z zawodnika, który grał od deski do deski w Ekstraklasie stałem się zawodnikiem bez klubu. Ten etap bardzo dużo mnie nauczył, a życie powiedziało mi – sprawdzam! Musiałem pokazać w tym momencie jak bardzo zależy mi na grze w piłkę. Mnóstwo indywidualnych piłkarskich treningów odbytych z trenerem przygotowania fizycznego oraz z moim tatą. Jest to na pewno ciężkie i człowiek jest skazany na samo zawzięcie. Jestem bardzo dumny, że udało mi się przejść ten okres, bo wiem ile ten czas mi dał nie tylko pod kątem piłkarskim, ale przede wszystkim jako człowiekowi. Możliwe, że to gdzie teraz jestem jest nagrodą za tamtą ciężką przeprawę.

W takich ciężkich momentach dużą podporą jest rodzina i najbliżsi. Właśnie te wartości są dla Ciebie najważniejsze?

- Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Żona oraz córka to osoby, które dodają mi na co dzień siły. W tamtych ciężkich chwilach na pewno bardzo pomogli mi również rodzice oraz najbliżsi i przyjaciele. Z wartości, które pomogły mi w trudnych momentach to na pewno pokora, rodzina i Bóg oraz ciężka praca.

A jak to było z tym Hibernian FC? Podpisałeś tam kontrakt, czy nie?

- Wszystko wskazywało, że podpiszę, ale nie podpisałem. Był to koniec sierpnia a początek września. Wyjechałem na testy, prezentowałem się bardzo dobrze, wszystko przebiegało pomyślnie przeszedłem nawet testy medyczne a trener (wtedy Neil Lennon) poinformował, że zostaje w klubie. Wieczorem na dzień przed podpisaniem kontraktu dostałem informacje i mogłem się już pakować, bo klub nie zdecydował się na podpisanie kontraktu, nie uzasadniając nawet tak nagłej zmiany decyzji.

W trudnym momencie rękę wyciągnęła do Ciebie Bytovia...

- Po powrocie ze Szkocji pojawił się temat Bytovii. W listopadzie pojechałem tam na 2 dni treningów, spodobałem się trenerowi Kafarskiemu i podpisałem tam kontrakt. Tam spędziłem sezon i przeniosłem się do Bielska gdzie gram teraz.

No właśnie, Bielsko-Biała. Jesteś tutaj już 1,5 roku. Cele w Podbeskidziu co roku są podobne - czego zabrakło w tych dwóch poprzednich sezonach do ich osiągnięcia?

- W sezonie 2017/18 dołączyłem do zespołu dopiero w zimie, więc nie chcę się wypowiadać czego zabrakło, jeśli chodzi o cały sezon. Jeśli chodzi o wiosnę to zabrakło nam skuteczności. Cały zespół fajnie funkcjonował w defensywie i może kosztem tego brakowało nam czegoś z przodu. Tamten sezon był na pewno bardziej wyrównany i do końca ważyło się kto wejdzie do Ekstraklasy. W ubiegłym natomiast uważam, że zespoły Rakowa i ŁKS-u były zdecydowanie najmocniejsze. Zdominowali oni ostatnie rozgrywki i trzeba im to zostawić. Nie uważam jednak, że byliśmy słabsi od nich – po prostu zabrakło nam takich serii jak zespołom z Łodzi czy Częstochowy. Tamten sezon jest dla nas dobrym fundamentem pod ten. Trener Brede dalej przekazuje nam swój pomysł na grę i wierzę, że przyniesie to sukces.

Na boisku pomagasz nie tylko piłkarsko. Często można dostrzec, że jesteś osobą, która dodaje otuchy kolegom z zespołu i pomaga im w trudnych momentach.

- Od pięciu lat współpracuję z psychologiem sportowym, z którym udało mi się wyrobić kilka własnych schematów radzenia sobie z różnymi sytuacjami meczowymi. Jeszcze kilka lat temu miałem problemy z koncentracją. Teraz jest już z tym o wiele lepiej, ale właśnie rozwinięcie aspektów komunikacji czy podpowiadania na boisku mi w tym pomogło. Wiadomo, zawodnik nie jest w stanie przez 90 minut być skupionym tylko i wyłącznie na grze w 100 %. Jest tak wiele bodźców zewnętrznych, które nas rozpraszają, że jest to po prostu niemożliwe. Dobra komunikacja na boisku jest moim sposobem na to, aby jak najmniej było momentów w trakcie meczu, w których poziom koncentracji spada. Zawodnik popełniający błąd na murawie jest tego świadomy. Naszą rolą, czyli kolegów z zespołu jest im jak najszybciej pomóc, przekazać pozytywną, szybką uwagę. Relacje w drużynie są bardzo ważne.

Wspominałeś, że szatnia w Bełchatowie była taką, którą zapamiętałeś. Jak jest z tym w Bielsku?

- O szatni Podbeskidzia mogę powiedzieć podobnie. Prosty przykład z treningu – trener mówi nam, że podchodzimy do wysokiego pressingu. I podkreśla, że nikt z nas ma nie obracać głowy do tyłu, lecz ma ufać kolegom za plecami, że Ci będą podążali za nim. Musimy czuć od siebie wsparcie. Właśnie tak czuję się współpracując w formacji defensywnej z naszymi stoperami, z Kornelem, Dmytro, Alkiem czy Kamilem. Mamy postawiony cel i dążymy do niego, a atmosfera nam w tym pomaga.

Uważasz, że w tym roku są przesłanki ku temu, aby osiągnąć to o czym wszyscy w Bielsku-Białej marzą?

- Wykonując i pracując sumiennie nad tym co sobie zakładamy wierzę, że tak będzie. Chcielibyśmy wygrać wszystkie mecze, ale oczywiście jest to bardzo trudne. Apetyty mamy duże, ale musimy zachować chłodne głowy. Mecze z Wigrami czy Wartą nie były dla nas łatwe. Po spotkaniu w Suwałkach wróciliśmy do Bielska i mieliśmy od razu trening regeneracyjny. W zasadzie 2 dni i jechaliśmy znów do Poznania. Dominowaliśmy w tych meczach, ale nie udało się wygrać. To były cenne lekcje na pozostałą część sezonu. W spotkaniu z Olimpią musieliśmy wygrać i choć nie był to łatwy mecz, to udało się nam zwyciężyć. Na koniec dnia zawsze liczy się wynik i to jest najważniejsze.

Z Gdyni pod Klimczok trochę kilometrów jest. Inny klimat - brak morza, są za to góry. Jakim miastem dla piłkarza jest Bielsko-Biała?

- Ciekawostką jest to, że każde miasto w Polsce gdzie grałem zaczyna się na literę ,,B”. Bełchatów, Białystok, Bytów a teraz Bielsko-Biała. Naprawdę dobrze się tutaj czuję, jestem tutaj radosnym człowiekiem. Otaczają mnie super ludzie i dobrze mi się tu żyje. Niestety, żony i córki nie ma cały czas przy mnie - ale takie życie piłkarza. Nie mogę zabrać żonie możliwości kształcenia się i rozwijania swojej pasji. Jestem z niej dumny. Dążę do tego, żeby za niedługo być już razem cały czas.


 

powrót do listy

Następny mecz

Następny mecz

Fortuna 1 Liga 2019/2020 - Kolejka 10

VS

22.09.2019, godz: 15:00