Newsy
07.04.2020

[W CZTERY OCZY]: Rafał Leszczyński

Po dłuższej przerwie wracamy z cyklem ,,W cztery oczy’’. Tym razem na rozmowę zaprosiliśmy jednego z zawodników o najdłuższym stażu w TSP.

Zaczynamy od samego początku… Jak doszło do tego, że trafiłeś na trening piłkarski a nie hokejowy czy siatkarski?

Odkąd pamiętam piłka była w moim życiu i domu na porządku dziennym, czy to przez oglądanie meczów w TV czy na żywo – tata z chrzestnym zabierali mnie ze sobą do Warszawy. Z czasem sam podjąłem decyzję, że fajnie byłoby spróbować swoich sił na boisku i dalej już poszło.

Wiedziałeś już wtedy, że Twoje miejsce na boisku jest między słupkami?

Na początku zaczynałem jako zawodnik z pola. Musiałem o to walczyć, aby dojść z trenerem do porozumienia i z czasem mi się to udało. Ciekawostka jest jednak taka, że do 15 roku życia w piłce juniorskiej połowę meczu grałem w polu na lewym skrzydle albo lewej obronie, a drugą na bramce. Dzięki temu w miarę potrafię teraz kopnąć w piłkę i nie sprawia mi to większych problemów. 

Olimpia Warszawa – to tam zaczynałeś swoją przygodę z piłką. Jak wyglądał pierwszy trening?

Tata wyczytał gdzieś, że klub ogłasza nabór do rocznika 90’, spakowaliśmy się razem z kuzynem i pojechaliśmy na trening. Tak się stało, że obu nas przyjęli choć nie było o to łatwo, bo z tego co pamiętam było nas wtedy około 100 osób. Z czasem jednak kolejni się wykruszali a nas zostawało co raz mniej. Tam pograłem chwilę, a po ukończeniu szesnastu lat trener pociągnął mnie do drużyny seniorskiej. Tam po ciężkim sezonie zakończonym happy endem (utrzymaliśmy się w lidze) przeszedłem do Dolcanu do trenera Marcina Sasala.  

W Dolcanie dostałeś szansę pokazania się większej publiczności więc chyba nie żałujesz tego wyboru.

Na początku gdy przychodziłem miałem 17 lat, więc tylko trenowałem z pierwszą drużyną a mecze rozgrywałem w rezerwach. Trwało to praktycznie rok a w tym czasie zmienił się też trener Dolcanu. Po dobrej rundzie trener Sasal odszedł do Korony Kielce a w jego miejsce przyszedł Dariusz Kubicki. U niego również nie dostałem szansy, ale zainteresowanie moją osobą wykazała Korona, która zaprosiła mnie na testy. Niestety nie doszło wtedy do porozumienia, bo zostałem zatrzymany i zapewniony, że jestem potrzebny w Dolcanie – jak się okazało było inaczej. Nie grałem praktycznie jeszcze przez kolejne pół roku i dopiero słaby początek następnego sezonu sprawił, że do klubu zawitał trener Robert Moskal.

To właśnie jemu zawdzięczasz najwięcej w tamtym czasie? Czy może tą osobą jest trener Robert Podoliński?
Trener Moskal był na pewno pierwszą osobą, która mi zaufała i dała szansę do pokazania swoich umiejętności w pierwszej drużynie. Mam do niego na pewno spory sentyment, że nie bał się postawić na 18 – letniego chłopaka. Jednak chyba najwięcej zawdzięczam byłemu trenerowi Podbeskidzia, Podolińskiemu. Za jego okresu w Dolcanie rozegrałem najwięcej spotkań i najwięcej się rozwinąłem. Nasza współpraca układała się bardzo dobrze w obie strony i na ten moment jest to trener, któremu najbardziej dziękuję. 

Współpraca była na tyle owocna, że chyba dość nieoczekiwanie zostałeś powołany przez trenera Nawałkę do kadry narodowej. Niezapomniane przeżycie…

W pierwszym momencie był ciężki szok, że taka sytuacja w ogóle zaistniała. Miałem wtedy trening z juniorami z Dolcanu i zadzwonił nagle trener Podoliński. Kazał mi śledzić powołania do kadry, bo na liście będzie moje nazwisko. Chwilę później się to potwierdziło a mój telefon w zasadzie w ciągu godziny się rozładował z powodu ogromnej ilości gratulacji. Zrobiła się z tego nawet spora afera, ale w tym pozytywnym znaczeniu, bo chyba nikt nie spodziewał się takiej sytuacji.

Wspólny trening z Robertem Lewandowskim czy Kubą Błaszczykowskim to na pewno spełnienie marzeń dla młodego zawodnika.

Będąc na zgrupowaniu, mogłem trenować z osobami, które wcześniej mogłem oglądać tylko w telewizji. Na początku byłem nawet bardziej przestraszony tym wszystkim co się wydarzy, niż uradowany. Trochę nie wiedziałem jak się zachowywać i jak zostanę przyjęty. Udało się jakoś przeżyć, poznać nowych chłopaków i doświadczyć tego wielkiego wyróżnienia.

Spotkanie z Norwegią, w którym zachowałeś czyste konto było jedynym w barwach narodowych. Sądziłeś, że ta historia tak się potoczy?

W tamtym czasie cały czas byłem obserwowany przez sztab kadry. Niestety wszystko zależało od tego, że muszę grać. Kilka meczów z początku nam nie wyszło, ja też nie pomogłem wtedy zespołowi i musiałem usiąść na ławce. Musiałem przyjąć to z pokorą i ciężko pracować, aby wrócić do ,,11”. Nie obraziłem się wtedy na nikogo, choć tamta sytuacja była bardzo ciężka dla mnie. Nie szukam natomiast wytłumaczenia w tym, że na kadrze odfrunąłem gdzieś swoją pewnością. Raczej po prostu nadszedł taki czas, że trafiły się słabsze występy i musiałem za to zapłacić.

W kolejnym klubie również nie dostałeś szansy na pokazanie swoich umiejętności. W Piaście Gliwice grywałeś tylko w III-ligowych rezerwach.

Pół roku przed końcem kontraktu zawodnik może parafować umowę z nową drużyną. W tamtym czasie przejście do Piasta wydawało się bardzo dobrą opcją, było tam sporo rotacji w bramce, więc liczyłem, że będę bronił. Niestety, zanim dołączyłem do nowej drużyny zmienił się trener. Za śp. Angela Garcię przyszedł Radoslav Latal, który nie wiedział o mnie nic. Byłem traktowany jako ,,piąte koło u wozu”, a i z różnych źródeł wiem, że do 5 czy 6 kolejki nie byłem zgłoszony do ligi, bo kluby przez pół roku nie potrafiły się dogadać co do ekwiwalentu za wyszkolenie. Musiałem po raz kolejny przejść przez ciężki okres, ale dużo się przez to nauczyłem. Jedyny pozytyw mojego pobytu w Gliwicach  to super znajomości i ludzie, których poznałem. 

Podbeskidzie jest chyba klubem, które lubi wyciągać ręką do zawodników niedocenianych w poprzednich klubach. Tak było z Tobą a i ostatnio z Karolem Danielakiem. Dostaliście tutaj drugie życie…

- Sytuacja wyglądała tak, że po półrocznym pobycie w Gliwicach zadzwonił do mnie trener Podoliński i zapytał czy byłbym zainteresowany ofertą z Bielska-Białej. Oczywiście byłem na tak, ale niestety Piast zblokował moje odejście. Przy drugim podejściu się jednak udało, choć nie było łatwo. Byliśmy wtedy z Piastem na obozie na Węgrzech, ale ja postawiłem sprawę jasno – chcę odejść z klubu. Granie dla mnie było najważniejsze, kosztem nawet gry w sparingu Piasta. Przeniosłem się do Bielska-Białej na roczne wypożyczenie, a po jego ukończeniu trener Kocian dalej wykazywał zainteresowanie moją osobą. Spotkałem się wtedy z dyrektorem sportowym w Gliwicach i oznajmiłem, że nie wyobrażam sobie powrotu. Na szczęście udało się te sprawy jakoś poukładać i podpisałem kontrakt w Podbeskidziu.

Bielsko-Biała stało się Twoim prawdziwym drugim domem. Czujesz się już tutaj jak u siebie?

Powiem szczerze, że bardzo dobrze się tutaj czuję. Bielsko to piękne miasto z ładnym stadionem i niczego w zasadzie mu nie brakuje. Wszystko co jest potrzebne do sukcesu mamy tutaj zapewnione. Utożsamiam się z tym klubem, miastem i osobiście nie wykluczam, że po zakończeniu kariery osiądę w Bielsku na stałe. 

Ostatnio w Kanale Sportowym eksperci mówili coś o przygodzie w Nowym Sączu, przybliż proszę nam tę historię.
Trudno zapomnieć tę historię (śmiech). Należę tam do ulubieńców kibiców, oczywiście w cudzysłowie. Ci którzy byli na stadionie w Nowym Sączu wiedzą, że ławka rezerwowych jest tam praktycznie wklejona w trybunę. Ludzie siedzący na trybunach mogą uderzać i zaglądać co się dzieje na ławce. Anegdotka jest natomiast taka, że w jednym ze spotkań mieliśmy rzut rożny w ofensywie, a ja z braku pracy po prostu biegałem i dogrzewałem się. Z trybun poleciało niezbyt cenzuralne hasło w moim kierunku a ja nie pozostałem na nie obojętny. Niestety od tego momentu rozpoczęła się prawdziwa lawina w moim kierunku i wiele teorii na mój temat. Gdy po meczu dowiedziałem się o niektórych z nich to byłem naprawdę w szoku…

Przejdźmy do teraźniejszości: Jak doskonale wiemy sezon piłkarski na całym świecie został przerwany. Po 22 kolejkach została również zatrzymana Fortuna 1 Liga. Jak ta cała sytuacja wygląda twoim okiem.

Żaden z nas nie powie nic nowego ani odkrywczego. Każdy dostał rozpiski i trenujemy indywidualnie we własnym zakresie. Jesteśmy w gotowości, ale nie ma tego święta, nie ma meczów i nad tym ubolewamy. Z drugiej strony musimy przyjąć życie takie, jakim jest i starać się być "pod prądem" w oczekiwaniu na dalsze decyzje.

Jak dokładnie wygląda wasza rozpiska treningowa, co wchodzi w jej skład?

Wiadomo, nie możemy się spotykać, więc każdy ma zadania indywidualne. Wygląda to podobnie jak w przerwie między sezonami czy rundami. Trenujemy w specjalnych zegarkach, które monitorują pracę całego organizmu. Trenerzy mają do nich dostęp i tak odbywa się weryfikacja postępów. Wiadomo nie można sprawdzić czynności czysto piłkarskich, więc pozostaje tylko trening motoryczno-fizyczny. W każdy weekend dostajemy rozpiski na najbliższy tydzień i póki co możemy trenować tylko w ten sposób.

Przyjmijmy pozytywny scenariusz – liga wraca do życia, a wy do normalnych treningów. Jak dużo czas potrzebujecie, aby wskoczyć na normalne obroty, mówię tutaj o formie jaką zaprezentowaliście choćby w spotkaniu z Wartą.

Mamy już na tyle powtarzalności w tym co robimy na boisku i na tyle dobrze się rozumiemy, że tydzień, góra dwa powinny nam wystarczyć. W ostatnim czasie nie mieliśmy dużej rewolucji w składzie jak miało to miejsce jeszcze rok czy dwa temu. Zostały dorzucone dwie czy trzy nowe osoby i świetnie rozumiemy się na boisku jak i poza. W mojej ocenie dwa tygodnie to jest ten optymalny okres, aby dojść do dyspozycji taktycznej z meczu z Wartą.
 

powrót do listy

Następny mecz

Następny mecz

Fortuna 1 Liga 2019/2020 - Kolejka 23

VS

03.06.2020, godz: 20:40